A oto trzeci rozdział przygód naszej Alice. Przepraszam, że tak długo nie było rozdziałów ale nie miałam czasu.
--------------------------------------------------------
-Alice, obudź się. Jesteśmy na miejscu.
Dziewczyna otworzyła oczy. Nie wiedziała kiedy zasnęła. "Ciekawe czy dojechaliśmy" pomyślała. Gdy wyszła z samochodu, myślała, że zwariuje. Przed nią stał piękny dom, stajnia, hektary pola i niesamowity ogród. Nagle zauważyła, że podbiega do niej mały szczeniak. Za nim biegł pies którego znała tak dobrze. To był Arch. Zwierze które kochała najbardziej na świecie.
-Jane pokaż Alice jej pokój.
-Dobrze mamo. Chodź siostrzyczko zaraz zobaczysz pokój.
Poszła za nią. Weszły do domu. Wnętrze było bardzo kolorowe. Wszędzie stały kwiaty. Widziała już salon, a w nim wielki telewizor. Po drodze mijały też kuchnie, jadalnie, łazienkę i parę innych pokoi. Były już na drugim piętrze. Przechodząc po korytarzu zauważyła piękny pokój. Już wiedziała, że to jest pokój Jane. "Jest miłośniczką koni, to widać" pomyślała.
-Już jesteśmy-odezwała się Jane.
Weszły do pokoju o zielonych ścianach, drewnianej podłodze, pięknych szafach i niesamowitym łóżku. Ten pokój był jak komnata w zamku w porównaniu do pokoiku w domu dziecka.
-O boże, ten pokój jest cudowny. On naprawdę jest mój?
-Tak. Oczywiście. Specjalnie jest tak wy dekorowany. Przed twoim przyjazdem tutaj, dowiedzieliśmy się o tobie wszystkiego. Dobra ja idę a ty się rozpakuj.
-Ok. Jeszcze raz dziękuje.
Nagle zauważyła walizkę w pokoju. Rozpakowała rzeczy i porozglądała się też po pokoju. Był piękny. Rzuciła się na łóżko. "Teraz czuję się jak w domu".
-Alice! Alice!
-Tak?-Dopiero teraz usłyszała jak woła ją mama. Ciężko było jej się przyzwyczaić, że ma w końcu kogoś bliskiego.
-Zejdź na dół, proszę.
Szybko zeszła na dół.
-Tak?-Zapytała.
-Jane pokaże ci jeszcze stajnię.
-Chodź-Powiedział blondynka.
Idąc krok w krok za swoją nową siostrą, oglądała pole oraz ogród. Dopiero po chwili, zauważyła, że znajdują się w stajni. Było tam bardzo czysto. Również zauważyła, że Jane jest ubrana do jazdy konnej. Alice oglądała konie. Były tam same konie czystej krwi arabskiej.
-Gotowa do pierwszej lekcji?
-Co proszę??-Zdziwiona przyglądała się blondynce z błyskiem w oku.
-To taki mały prezent ode mnie.
-Ok no dobrze. Tylko ostrzegam, nie mam talentu jeździeckiego.
-Nic nie szkodzi.
Jane po chwili przyprowadziła dwie białe klacze.
-Wsiadaj. Pomogę ci.
Ze zdziwieniem szybko weszła na swojego konia. Potem na klaczy znajdowała się też Jane.
-Łatwo poszło.
-Tak
Po dobrych 15 minutach, gdy Jane powiedziała siostrze podstawy jeździectwa, Alice mogła już jechać stępem.
-Nieźle ci idzie.
-Racja.
Była taka szczęśliwa. Nigdy jeszcze nie siedziała na koniu, a sprawiało jej to wielką radość. Nagle stało się coś strasznego. Błysk oślepiającego światła, i brunetka leży bez ruchu na ziemi.
-Alice! Alice!-Krzyczała Jane, ale ta już niczego nie słyszała.
--------------------------------------------------------
Mam nadzieję, że Wam się ta część podobała. Czekajcie na nowy rozdział który ukaże się już nie długo :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz